czwartek, 27 marca 2014

Miś z żyrafką

Ze smutkiem spoglądam w kalendarz... Ku końcowi chyli się mój urlop macierzyński. Najpiękniejsze dziesięć miesięcy w moim życiu:) Prysną zatem też wolne chwile na robótki. Korzystam więc z ostatków i sięgam po zapasy włóczek:) Tu odnalazłam przepiękne zabawki z filcu: http://www.feltrolandia.com.br/
Stąd też wzięła się żyrafka.






Wygolony jeż...

Bardzo cieszyłam się zaczynając misia z nowej włóczki. W nazwie było słowo "szynszyla", co jeszcze bardziej zachęciło mnie do działania:) Gdy gotowego pokazałam mamie przez skypa... powiedziała, że mogłam z niej zrobić jeża!:O Nadszarpnęło to moje spojrzenie na nowego misia... Gdy już się oswoiłam z tą myślą, pewnej słonecznej niedzieli w gości przyszedł teść. Nagle spytał wskazując na mojego synka bawiącego się misiem: "a co on tam za jeża ma?":O Szok! Wieczorem usiadłam, wzięłam "jeża" na kolana, chwyciłam nożyczki... i go ogoliłam! Kłaczki fruwały w powietrzu, a gdy już opadły, wyłonił się... ogolony jeż!:O Mama się załamała. Mnie się podoba, bo co mam powiedzieć. W końcu to moje nowe dziecko:)
Żeby misiaczkowi nie było smutno, że się z niego śmieją, zrobiłam mu motylka i sukienkę. W ramionach ułożyłam przytulankę:) Mam nadzieję, że Wam się podoba.



miś na szydełku z maskotką


króliczek na szydełku



środa, 19 marca 2014

Sukienka dla misia

To moja pierwsza mini sukienka na szydełku. Lubię uczyć się nowych wzorów, chociaż rzadko mam czas, żeby przysiąść i skupić się na rozszyfrowywaniu filmiku instruktażowego. Właśnie dlatego ta kiecuszka jest moją dumą. Jak kiedyś wspomniałam, krawcowa ze mnie żadna. Dlatego też choćby doszycie rękawów, to dla mnie zbyt wiele. Gdy raz przyszyłam prawy po lewej stronie... zdenerwowałam się. Każda wolna chwila jest dla mnie na wagę złota i nie mogę sobie pozwolić na marnowanie jej. Podeszłam do sprawy po raz drugi! Gdy okazało się, że naszyłam ten sam rękaw...tak samo jak za pierwszym razem, musiałam odłożyć sukienkę na kilka dni...
Jeśli ktoś ma ochotę zmierzyć się z "krokodylą łuską", polecam ten tutorial:  



W kupie raźniej:)

Każdy ze zrobionych przeze mnie misiów jest dla mnie niczym dziecko. Tak bardzo spodobało mi się robienie tych małych maskotek, że wkładam w nie całe serce. "Nie mogłabym się rozstać z którymkolwiek z nich..." myślałam. Podczas właśnie jednego z takich "przypływów miłości", niepostrzeżenie umówiłam się z moją siostrą, że zrobi coś dla mnie w zamian za misia!:O Oczywiście zgodziłam się, jednak moje serce zabiło szybciej... Z zaniepokojeniem myślałam, jak ja oddam któreś z moich maleństw?! Nagle nadszedł sms, że siostra dobrze zajmie się "dzidzią"!:O Wszystko stało się takie realne! Procesor w głowie palił mi styki! WYMYŚLIŁAM! Powstaną misie bliźniaki! Wtedy będzie mi łatwiej oddać jednego!:) Zaznaczyłam jednak, że już oczekuję wypełnionych papierów adopcyjnych i trzech zdjęć każdego z członków rodziny:) Gdy już prawie były gotowe... nie mogłam zrobić dwóch takich samych... Nigdy nie stworzę kopii. Oczywiście i tak misiaki różniły się lekko od siebie, ale już naszywając oczka chciałam zrobić coś nowego, choćby lekko innego. I tak powstały bliźnięta dwujajowe- chłopiec i dziewczynka. Chyba nie rozdzielę rodziny i wyślę oba... Przynajmniej wiem, że w dobre ręce:) Może gdy zrobię setnego, będę w stanie oddać go już nawet sąsiadce:) 
Jeśli ktoś jest zainteresowany wzorem misiowego sweterka, oto tutorial, z którego korzystałam: https://www.youtube.com/watch?v=yVeGNvWhOm8



szydełkowe bliźniaki












poniedziałek, 17 marca 2014

Czapeczka dla misia i nie tylko



Ta czapeczka długo chodziła mi po głowie. Zrobiłam nawet jej wersję w rozmiarze mini mini i tak czekała sobie na misia dziecko;) Niestety jeszcze takowego nie miałam okazji zrobić. Natomiast miś, którego akurat stworzyłam, wręcz prosił się o czapę. To był idealny moment! 
Inspiracja płynęła z tej strony: http://www.repeatcrafterme.com/2013/04/crochet-lamb-hat-pattern.html   Na szczęście jest tam tutorial, jak zacząć. Dalej kombinowałam tak, żeby było dobrze. Zrobiłam miejsce na uszka:) No i właśnie przez to, że miś miał swoje uszka, nie mogłam zrobić mu drugich (tak jak było w oryginale). Przypomniałam sobie o Baranku Shaun, którego kiedyś bardzo polubiłam:) Pasował idealnie do mojej wizji! Wykonałam go z filcu w arkuszu, czuprynkę dorobiłam z włóczki. Miałam szczęście, bo zamawiając parę rzeczy w sklepie internetowym, miły sprzedawca dołożył w gratisie plastikowe oczka! Ani on, ani ja, nie mieliśmy pojęcia, jak bardzo będą mi przydatne:)


niedziela, 16 marca 2014

Miś z Barankiem Shaun

Kocham każdego stworzonego przeze mnie misia, ale muszę przyznać, że do tego mam szczególną słabość:) Bluzeczkę uszyłam mu sama na maszynie, a serduszko jest filcowane na materiale na sucho. Czapeczka, to osobna historia:) Nie chcę źle zabrzmieć, ale czasem gdy skończonego misia posadzę na półce, nie mogę uwierzyć, że sama go zrobiłam. Właśnie tak było z tym. Pojawiły się we mnie obawy, że już nie jestem w stanie wymyślić czegoś, co go przebije. Obym się myliła... Chyba jednak każda stworzona maskotka jest tak indywidualna i inna, że jaka by nie była, przynosi satysfakcję:)



miś na szydełku w czapeczce


A tu trochę z "za kulisami":)








piątek, 14 marca 2014

O kurteczka!!!:) Miś konspiracyjny...

Witajcie!:) Ten miś przysporzył mi nie lada problemów. Gdy zakupiłam siwy moher, byłam prze szczęśliwa! Tupałam nogami, żeby już zacząć dziergać! Gdy zobaczyłam pierwsze efekty, ciśnienie zeszło jak z przebitego balona... Wyszedł jakiś niezbyt urodziwy wylenialec. Odstawiłam miśka na półkę i tak chodziłam pochmurnie, nie spuszczając z niego wzroku. Nie mogło być! W końcu usiadłam, wzięłam w ręce mojego nowego przyjaciela i zaczęłam kombinować! Tu zmniejszyłam pyszczek, tu odprułam szklane oczka i wymieniłam na koraliki, wyczesałam irokeza, przycięłam troszkę "futerko"... i udało się!:) Ukazał się miś, jakiego sobie wyobrażałam! To zabawne jak kilka drobnych szczegółów wpływa na całość!
Ten moher i kilka innych włóczek są suwenirami z podróży na Maltę i mają przez to szczególne miejsce w moim sercu. Pomyślałam, że oszalałam, przywożąc z wyjazdu takie oto pamiątki. Oszalałam szukając na Malcie sklepu z włóczkami:O Tydzień bez szydełka, gdy moje uzależnienie sięgnęło zenitu- to była istna delirka:) Wykorzystując końcówki urlopu macierzyńskiego, wyciskam chwile jak cytrynę! Dlatego też kontynuowałam wyjazd, wpadając na tydzień do mamy:) Mąż widząc jak pakuję torebkę włóczek, spytał: "Ale chyba nie zamierzasz w Szczecinie siedzieć nad misiami?" Hmmmm... "No jasne, że nie..." odpowiedziałam... Czas wypełnili mi bliscy i znajomi, więc miś powstał wieczorami, przy lampce, w konspiracji. Mama ucząc mnie szyć na maszynie, stworzyła doskonałą kurteczkę stawiając kropkę nad i.



Buciki niemowlęce

Odkąd zaczęłam szydełkować, gdzieś z tyłu głowy siedziały mi buciki niemowlęce. Nawet próbowałam zrobić jakieś z mamą, znaną nam metodą "prób i błędów". Choć były ładne, to jednak kształt mnie nie do końca zadowalał. Wtedy odkryłam masę przepisów bucikowych na YouTube! Znowu przyszło to uczucie, że chcę zrobić WSZYSTKIE! Realia pozwoliły mi wykonać dwie pary:) Przy obu korzystałam z (według mnie) genialnego przepisu: http://www.youtube.com/watch?v=9nTS6JUIAcM

Pierwsze buciki niemowlęce na szydełku 

Buciki niemowlęce ze wzoru

Te najładniejsze:)

Miś hardkorowy

Przechodząc przez sklep ze wszystkim, nie mogłam ominąć działu "wełnianego". Kosmate włóczki nie są szczególnie popularne i raczej ciężko dostać coś sensownego. Nagle coś poraziło mój wzrok! Na mojej drodze stanął kosz żarówiastych fantazyjnych włóczek:O Nie mogłam przejść obojętnie:) W pełni świadoma, że z tego nic się nie da zrobić...kupiłam po dwie z każdego koloru. Pomarańczowa pękła pierwsza:) Zakupiłam również szklane oczy, żeby zobaczyć, co z tego wyjdzie! Efekt mi się spodobał; mimo, że ciężko było go korzystnie sfotografować;) Misio dostał do towarzystwa kotka.

Miś na szydełku z kotkiem

czwartek, 13 marca 2014

Sfilcowany kotek;)

Postanowiłam podejść do filcowania na sucho, które od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie... Wykorzystywałam tę technikę wykańczając pyszczki i noski niektórych misiów, ale chciałam spróbować czegoś bardziej wymagającego. Padło na kotka:) Nie bardzo wiedziałam jak się za to zabrać, tak więc znalazłam mi bardzo pomocny filmik: http://www.youtube.com/watch?v=4QDOS1GzDsI 
Gdy już mniej więcej wiedziałam o co chodzi, dołożyłam coś od siebie i tak oto wyszedł koteczek:) Może trzeba się wprawić, ale trochę potrwa zanim znowu sięgnę po igłę i czesankę na jakąś większą, chociaż małą sprawę... Jest to bardzo fajna zabawa, ale praco i czasochłonna. Kiedy po pokoju tarza się małe tornado, znacznie łatwiej mi odkładać i wracać do szydełka, niż do modelowania. Jeśli ktoś chce się zmierzyć z filcowaniem, to polecam zakupienie paczuszki z mieszanymi kolorami czesanki i jedną cienką igłę. Taki starter moim zdaniem jest wystarczający na sprawdzenie swojej cierpliwości i chęci. Zalecam obkleić palce plastrem! Kilka razy wbiłam igłę w palec... jest cieniuteńka, ale jeszcze prąd mi przechodzi po plecach na myśl o tym uczuciu. 

Kotek filcowany na sucho

Miś w sweterku



Misia wykonałam z 50g włóczki fantazyjnej Mira. Pyszczek zrobiłam na szydełku, a jego wierzch pokryłam czesanką- filcowałam na sucho. Tą samą metodą naniosłam nosek. Myślę, że jest to bardzo wygodne i szybkie rozwiązanie. Największym wyzwaniem był sweterek, może następny pójdzie łatwiej. W internecie podpatrzyłam ptaszka, który dodał całości smaku:)

środa, 12 marca 2014

Poważny miś i "nigdy nie mów nigdy":)

Oto mój spory misiak. Jestem już nawet w stanie coś sama zakombinować. Uszka wykonałam inną metodą niż w pierwszych dwóch. Tam robiłam je półsłupkami, natomiast łatwiej wydaje mi się, że idzie słupkami nawijanymi. No i sporym wyzwaniem była sukienka! Tu sprawdza się powiedzenie: "Nigdy nie mów nigdy". Jeszcze rok temu nie uwierzyłabym, że będę robić na drutach. W domu można było napotkać rozpoczęte przeze mnie szaliki, czy opaski. Czułam, że mam do tego dwie lewe ręce i nigdy nic nie skończę. W końcu zaprzestałam nawet zaczynać;) Będąc w ciąży robieniem na drutach zaraziły mnie koleżanki z pracy. Zapalone dziergaczki;) Wtedy też zrobiłam pierwszą poważną rzecz! Od początku, do końca! Był to "worek" dla bobaska. Potem rozgrzebałam mini kocyk, ale zanim skończyłam...urodziłam i wciąż leży "w powijakach";) O szydełkowaniu nigdy nie myślałam, a jednak:) Szycie, to moja pięta achillesowa, ale kto wie:) W końcu mama i siostra- krawcowe. Może i tu jakiś gen się zregeneruje i zacznie u mnie działać prawidłowo. Jeśli zacznę szyć, to jednak to będzie cud:)

Miś na szydełku z maskotką


Maskotka z filcu podpatrzona w internecie





Czas na zakupy!

Złapałam bakcyla! Pora iść dalej! Pora zaopatrzyć się w narzędzia i środki!:O Od mamy na odchodne dostałam lśniące szydełko, które ma mi przynieść szczęście;) Trochę ono widziało i zrobiło, co widać na zdjęciu. Szydełko z duszą:) Teraz potrzebne mi jeszcze... wszystko! Na szczęście wybrałam w miarę niedrogie hobby:) Podoba mi się technika filcowania i zabawki z filcu. Z torbą fantazyjnych włóczek, arkuszami filcu, muliną i wyobraźnią, pora zacząć! Tylko Guru daleko... Za to zabawa fajniejsza, gdy trzeba liczyć tylko na siebie!;)




Pora na wyzwanie!

Zupełnie nie orientuję się w terminologii... Wiem jak zrobić łańcuszek, gdzie wbić szydełko, a gdzie przeciągnąć włóczkę, żeby coś wyszło. To czym operuję, to chyba półsłupki! Tak, wujek google mówi, że to półsłupki! Pora więc wykorzystać pobyt u mamy i wycisnąć z niej wiedzę, ile się da. Po przekopaniu grafiki w tematyce szydełka, zakochałam się! Chcę zrobić wszystko! Są tylko dwie trudności... wciąż nie wiem jak, no i nie mam czasu:O Otóż jestem mamą cudownego niemowlaczka:) Nie muszę chyba mówić, co absorbuje mój czas do ostatniej sekundy:) Tych wolnych chwil jest niewiele, ale za to mogę je wykorzystać w dowolny sposób- szydełkując:)
W ciągu intensywnego tygodnia stworzyłam z mamą wymarzony sowi kocyk! Tu już ogarniam trochę więcej. Trzeba przyznać, że gdy ja skończyłam jedną sówkę, mama na swoją kupkę odkładała trzecią:P W końcu kazała mi robić i naszywać oczy! Ale nie dałam się i próbowałam dalej. Nie ma to jak wiara w człowieka:) Opóźniając ten pociąg, doczepiałam kolejne wagony. Udało się!:) Dla mnie efekt jest cudowny:)

Kocyk w sowy wykonany metodą "prób i błędów"


Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Pierwszy miś został wykonany z bliżej nieokreślonej włóczki. Mama wykopała coś surowego i szorstkiego. W palce wbijały się jakieś zagubione w spleceniu plewa. Babcia już od dawna zarzuciła swoje robótki, gdyż palce już nie takie sprytne jak kiedyś. Ma jednak jeszcze pochowane włóczki z czasów swojej świetności. Tam też wynalazłam ideał! Białe i kosmate! Niewiele, ale starczyło. Tak też powstał mój pierwszy samodzielny miś!:)


Mój pierwszy samodzielnie wykonany miś


Witaj blogu! Witajcie odwiedzający!:)

Nazywam się Ilona. Postanowiłam założyć ten blog, aby móc dzielić się z Wami tym, co od jakiegoś czasu zajmuje mnie bez reszty... Otóż w grudniu zeszłego roku zapragnęłam stworzyć własnoręcznie misia. Po zgłębieniu tematu i rozważeniu istniejących technik... podjęłam decyzję! Szydełko! Jedynym problemem było to, że jeszcze nigdy nie trzymałam tego przedmiotu w ręku. Chęć jednak była silniejsza niż przerażenie;) Zapukałam więc do drzwi mamy, guru robienia na drutach i szydełkowania. Stwierdziłam, że późno, ale i mnie dopadło, gdyż i babcia za jedenasty palec ma szydełko, a za dwunasty i trzynasty druty. Na przyspieszonym kursie gięłam sztywne palce i rwałam włosy z głowy! Nadszarpnęłam anielską cierpliwość mamy, ale było warto! Ocierając pot z czoła, stworzyłyśmy pierwszy twór!:)
Ten pierwszy szydełkowy miś